Przeczytaj opinie czytelników książki "Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści"
Joanna Pachla, Wirtualna Polska.pl, 2009-01-26
Jak zwykle przy Pilchu krzywię się najpierw. Tyle już tego było, takie to przegadane i...




Jak zwykle przy Pilchu krzywię się najpierw. Tyle już tego było, takie to przegadane i byle jakie. Bo pisarstwo Pilcha przypomina mi granie na wiejskich weselach, po remizach strażackich albo nawet stodołach. Takie tam – zwykłe, sprzedajne, wcale nie zachwyca, bo i nie ma czym. Grunt, że publika się bawi. Dopiero "Moje pierwsze samobójstwo" powoli uczy mnie pokory. Najpierw sięgam po nie niechętnie, wzdycham ociężale i próbuję się przemóc. Myślę sobie – ot, kolejna typowo pilchowska książka. A w moim mniemaniu to już raczej zarzut, niźli komplement. Otwieram, a tu staje przede mną stary erotoman, zbereźnik wręcz, któremu marzą się zdeprawowane madonny i wyuzdane sceny łóżkowe, do których brakuje mu to kochanki, to zapału. Taki tam, pamiętnik sfrustrowanego pięćdziesięciolatka, któremu wydaje się, że pozyskał prawo do formułowania tez fundamentalnych. Kiedy pisze o czterdziestoleciu swojej pierwszej próby samobójczej, przyłapuję się na złowieszczej myśli, że próba ta mogłaby być jednak udana. Kiedy jednak sięga po czternaście pięćdziesiątek gorzkiej żołądkowej, wprawia mnie w osłupienie. Upijając się? Wtedy to by było iście pilchowskie. Kolejna historia, zaprawiona alkoholem, najlepiej z domieszką seksu i przepoconym prześcieradłem w tle. Jako wprawiony czytelnik, mogłabym czuć się przewidująca, spełniona. Ot, pierwsza diva literatury polskiej. Pilch jednak gra mi na nosie, stawia te pięćdziesiątki na krawędzi balkonu i strzela do nich, aż padają jedna po drugiej. Rozczarowania miłosne, nie pierwsze i nie ostatnie zresztą, jak to w przypadku dojrzałych mężczyzn bywa, wyzwalają w nim niespodziewane reakcje, głębokie refleksje, na całe szczęście skryte jednak w prostych słowach pilchowskiej narracji. A skoro już przy słowach jesteśmy, to przyznać muszę, że długie lata nie znosiłam tego języka, pastwiącego się nad każdym z wydarzeń, sprowadzającym do dna nawet najwznioślejsze autorskie myśli, spłycającego wszelkie godne opowiedzenia spostrzeżenia. Nędzne wulgaryzmy, proszące się o nieprzychylny komentarz frazy, ot, proszę Państwa, taki pilchowski standard. A tu nagle? Proszę Państwa, oto Pilch, Pilch jest bardzo grzeczny dziś. Chętnie Państwu rękę poda. Nie chce podać? A to szkoda.
I chwała mu za to! Za to wyjście poza własną konwencję, za oddzielenie się od prostoty przekazu i tępawych bohaterów, od których mdło się robiło przy poprzednich książkach. Moje pierwsze samobójstwo przynosi długo oczekiwany powiew świeżości. Stanowiąc zbiór pozornie niezależnych od siebie opowiadań, tworzy kompozycję spójną pod względem utrzymywanej narracji, kreacji bohaterów i możliwości języka. Wybija się ponad pilchowską twórczość, ba, stanowi wręcz jej ukoronowanie. Wszystko nareszcie zostało stuprocentowo dograne, dopięte na ostatni guzik, literacko ujarzmione i poskromione w bestialsko rozwydrzonej wyobraźni autora. Kiedy główna postać opowiada o swoim tajemnym zeszycie, w którym na bieżąco konstruuje listę osób, przeznaczonych do wyimaginowanego mordu, widzę w tym namiastkę osobowości nieprzeciętnej, mającej odwagę choćby zapisać to, o czym inni są w stanie jedynie pomyśleć. Kiedy kocha się w Najpiękniejszej Kobiecie Świata, podziwiam jego upór i czczę go za uwolnienie mnie od miłosnych banałów, wyśpiewywanych przez polską literaturę już od wieków. Razem z nim pozwalam sobie kpić z pogańskiej obyczajności rodziny, w której zasłonięte okna wróżą śmierć, a spać należy chodzić jak najwcześniej, bo nocą grasuje Szatan. I wybaczam mu nawet, kiedy przez kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt stron, rozpisuje się o stoliku szachowym i obsesyjnej obecności tołstojowskiej szachownicy w jego własnym życiu. I kiedy pisze, że księżyc w absolutnej pełni wisi nad podwórzem i złoci drogę do kibla, to widzę w tym urocze zażegnanie konwencji romantycznej, dla której noc była czasem kochanków, a księżyc jedynym świadkiem ich wzniosłych miłości. Chwalę go za zerwanie z całym śmietnikiem literackich chwytów, w którym pisarze nie wiedzieć czemu wciąż grzebią. Pilch nareszcie stał się Pilchem, wykrystalizował się, dookreślił, wydobył z sieci własnych ograniczeń i nieciekawych zapędów fabularnych. Z grafomana, za jakiego go miałam, stał się pisarzem. Oby to nie była usługa jednorazowa.
Recenzja jest przydatna (0)
Recenzja nie jest pomocna (0)
Każdą z recenzji możesz ocenić tylko raz.
Milena Orłowska, Wirtualna Polska.pl, 2007-10-16
Pilch jest gwiazda polskiej literatury, nagradzanym prozaikiem, dobrze zarabiającym...




Pilch jest gwiazda polskiej literatury, nagradzanym prozaikiem, dobrze zarabiającym pisarzem, krasomówczym felietonistą, "mistrzem pierwszego akapitu" etc. Za sobą ma świetne powieści, jak "Spis cudzołożnic", "Inne rozkosze", "Tysiąc spokojnych miast" – to już klasyka polskiej literatury. Jak to jest z Pilchem obecnie? W jaki sposób ten ten sukces wpłynął na autora? Czy skomercjalizował się i podsuwa nam zbiór chwytów dobrze znanych, postaci, z którymi już się zżyliśmy, charakterystyczne humorystyczno-nostalgiczne historie? Czy może wypracował sobie własny literacki styl i zestaw odniesień, w którego obrębie jako prozaik się porusza i który jest rdzeniem jego pisarskiego rzemiosła?
Po lekturze "Mojego pierwszego samobójstwa" wybieram te druga opcję. To dobry, przepraszam za wyrażenie, stary Pilch: mistrz narracji, gawędziarz, mitoman, trochę nostalgik, trochę satyryk, wspominający często swoje dzieciństwo i młodość. Narrator jest typowym dla Pilcha człowiekiem, który ma problemy z kobietami, alkoholem, rzeczywistością w końcu. Opowiada barwnie i wciąga czytelnika w swój świat. Nieraz dużo w tym humoru, innym razem pisarz stawia na ton poetycki, wręcz refleksyjny. Sam bohater z jego egzystencjalnymi problemami – jakże inaczej - budzi nasza sympatie. A przed Pilchem być może kolejny sukces i wiem, że Pilch także tym zbiorem opowiadań-zawładnął sercem wielu. Brawo dla niego. Zdołał to osiągnąć w Polsce, czyli w miejscu, gdzie czytanie nie jest w modzie.
Recenzja jest przydatna (0)
Recenzja nie jest pomocna (0)
Każdą z recenzji możesz ocenić tylko raz.
Katarzyna Zarecka, Przystań Literacka.pl, 2007-08-29
Jerzy Pilch.
Jedni stoją za nim murem, drudzy granatami rozbijają wszystko, co jest...




Jerzy Pilch.
Jedni stoją za nim murem, drudzy granatami rozbijają wszystko, co jest wokół i ze snajperskim okiem strzelają prosto w głowę. Taki los, można by rzec. Jedni szepczą: - Jerzy, jesteś boski. Drudzy krzyczą: - Giń, przepadnij siło nieczysta! Jak to jest, że przeciwnicy zawsze są głośniejsi? Stanie taki jeden i drze paszczę. Jest jeszcze gorzej, gdy ją drze, a nigdy oczu swoich, jak podkreśla, nie skalał wydrukowanymi słowami JP. Ale i w pierszej grupie są potworki - twierdzą, że uwielbiają, że jego twórczość powinno się nagradzać, czym się tylko da, że to, że tamto, ajajaj, ojejejej. A która książka Panu najbardziej się podobała, skoro taki wielki fan z Pana? - pytam, gdyż przypadek z życia wzięty. I odpowiedź: - "Narty Ojca Świętego". Choć czytałem też tę książkę "Miasto... coś tam".
"Miasto... coś tam", to "Miasto utrapienia". Wielki FAN prawdopodobnie nie wie, że oprócz dwóch wyżej wymienionych pozycji wydawniczych, Pilch ma w dorobku jeszcze: "Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej", "Spis cudzołożnic. Proza podróżna", "Rozpacz z powodu utraty furmanki", "Inne rozkosze", "Monolog z lisiej jamy", "Tezy o głupocie, piciu i umieraniu", "Tysiąc spokojnych miast", "Bezpowrotnie utracona leworęczność", "Pod Mocnym Aniołem", "Pastorałka Don Juana", "Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym", "Pociąg do życia wiecznego", "Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści" (na usprawiedliwienie FANA - rozmowa odbyła się przed wydaniem ostatniej książki). FAN jednak wie, że Pilch jest też felietonistą (choć wszystkiego nie czyta). Panie, broń przed takimi fanami!
Jerzy Pilch i jego książki... Nie będę analizować każdej (już raz w życiu to robiłam). Nie będę też oceniać i pisać: - O, ta jest świetnia. Ta, taka sobie. Ta, genialna. Dzisiaj przyszedł mi do głowy inny pomysł - pooceniamy tytuły. Który się Wam najbardziej podoba? Któremy dalibyście piątkę, a któremu jedynkę? Zabawcie się w nauczycieli. Stwórzcie kanon lektur pilchowskich. Ja solidnie wypracowaną piątkę daję tytułowi książki debiutanckiej - "Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej". Dlaczego? Po pierwsze - lubię długie tytuły. Zaczynasz je mówić i mówisz, i mówisz, aż wybrzmiewa ostatnie słowo... Ach! Po drugie - w zamierzchłych czasach w dość dziwaczny sposób go przekręcałam. Rozpacz mnie ogarnia, bo nie mogę sobie przypomnieć teraz mojej wersji! W każdym razie mam sentyment do tego tytułu.
"Spis cudzołożnic". Piątki nie dam, ale rada bym była niezwykle, gdyby przy pierwszej zmianie lektur szkolnych, Pan G. (ten bardziej medialny niż Pan G. z Przystani) książkę wrzucił do kanonu. Miałabym wtedy dziką nadzieję, że zwolenników mu ubędzie. Jakby nie zdecydował się na "Spis...", to może szansę miałyby "Inne rozkosze"? "Bezpowrotnie utracona leworęczność" - moja druga wielka piątka! Tytuł cudowny! Mogłabym tu wychwalać pod niebiosa Pilcha za to, co w jego głowie się zrodziło! Inne tytuły są mniej lub bardziej porywające ("Pociąg do życia wiecznego" - mnie pociąga, zatem ogromny plus).
Być może jesteście fanami, FANAMI lub marzącymi o unicestwieniu Pilcha ludźmi. Kim byście nie byli, tytuły oceniać macie prawo. Piszcie.
P.S. Kiedyś zapytalam się Jerzego Pilcha, czy pisanie jest walką z przemijaniem? Odpowiedział mi w następujący sposób: -Te pięć tysięcy znaków ze spacją zapisanych dziennie, to jest obrona przed czasem upływającym. To zostaje. To pomaga mi przeżyć wieczór, nie popełnić gdzieś tam koło 19.00 samobójstwa, bo trzeba następnego dnia zrobić kolejne pięć tysięcy znaków.
Wtedy kończył pisać książkę. Już wiedział, że zatytułuje ją "Moje pierwsze samobójstwo". Chwytliwe. Lubię tytuły, który zapadają w pamięć. Ten zapadł. Piątki jednak nie wystawiam, bo dałam już dwie. Argument z tego żaden, ale taki mam kaprys.
Więcej - Jerzy Pilch dostał ode mnie dwie piątki. Dostał też od kogoś zupełnie innego. Mamy, taty, Boga - wybierzcie sobie opcję, która najbardziej Wam pasuje. Mówiąc wprost - Jerzy Pilch kończy dzisiaj 55 lat. Wszystkiego tego, co dobre.
Recenzja jest przydatna (0)
Recenzja nie jest pomocna (0)
Każdą z recenzji możesz ocenić tylko raz.
Pokaż pozostałe opinie o książce: Jerzy Pilch "Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści" »