O pierwszym wrażeniu w Fabryce Słów. Rok 2013.
Michał Gołkowski pojawił się w biurze Fabryki Słów w lutym 2013 roku. Początki miał... spektakularne. Przyszedł, a biorąc pod uwagę wyposażenie, lepiej pasuje słowo „nadszedł” (bynajmniej nie od Bramy Powroźniczej) w pełnym szpeju, z bronią ASG z replikami granatów, z maską P-gaz i z artefaktami jak z gry S.T.A.L.K.E.R. pod pachą. Oznajmił uroczyście, że ma fantastyczny pomysł na książkę i żaden Polak jeszcze tego nie zrobił.
Coś musiało w nim jednak być (pierwiastek szaleństwa?), że zamiast parskania śmiechem ekipie Fabryki Słów zbiorowo opadły szczęki. „Wszyscy byliśmy totalnie oszołomieni osobowością Michała, był pewny siebie, zabawny, wiedział po co przyszedł i to dostał. Sposób w jaki opowiadał o Zonie, o strefie wykluczenia, o całym uniwersum stalkera… Słuchaliśmy w zachwycie” - mówi osoba z Fabryki Słów.



Takie to były początki, gdy Michał w pełnym szpeju opowiadał o wszystkim, co chcielibyście wiedzieć w temacie stalkera - zdradzał TAJEMNICE ZONY.
Były też chwile nastrojowe








