Po dwóch latach od wydania albumu Karma Tango zespół Oranżada powraca z nową, intrygującą płytą. Dla słuchaczy przyzwyczajonych do bardziej piosenkowego oblicza mazowieckiego kwartetu, Salto może być pewnego rodzaju zaskoczeniem. Zgodnie jednak z tytułem albumu, grupa wykonuje swoisty akrobatyczny, a raczej artystyczny obrót (czy przewrót), chcąc jeszcze wyraźniej podkreślić, że u źródeł Oranżady tkwiła czysta potrzeba tworzenia muzyki, bez żadnych z góry założonych tez czy ograniczających reguł.
Podążając z duchem swobodnej kreacji, zespół stworzył więc płytę opartą na czystej improwizacji, zawierającą w większości utwory instrumentalne o luźnej strukturze, psychodeliczne jamy, nawiązujące do stylistyki lat 60. i 70. A pomysł na muzykę zrodził się właściwie przypadkiem. Jak wyjaśnia basista i wokalista Oranżady, Robert Derlatka, grupa została poproszona o stworzenie ścieżki dźwiękowej do… horroru klasy B, produkowanego przez jednego z kolegów: Miało to być w duchu włoskich horrorów z lat 70. Oglądaliśmy nakręcone sceny i ustaliliśmy, że raczej nie powinno być kłopotu z doborem klimatu. Rozmawialiśmy kilka razy o tym, jak do tego podejść, a potem w kwietniowy poranek, w dniu, kiedy księżyc był w pełni, zagraliśmy i zarejestrowaliśmy wszystko na mały ośmiośladowy magnetofon. W trakcie sesji niczego nie ustalaliśmy, po prostu graliśmy utwór po utworze, ciesząc się faktem tworzenia w czasie rzeczywistym.
W rezultacie powstała muzyka łącząca radosne, z ducha hipisowskie brzmienia, z dźwiękowymi eksperymentami, a specyficzny vintage’owy klimat nadają całości barwne wokalizy, w których głosy pełnią rolę dodatkowych instrumentów. Za wykreowanie porywającej mieszanki psychodelii i space rocka jak zawsze odpowiadał kwartet świetnie zgranych muzyków: Robert Derlatka, Michał Krysztofiak, Maciej Łabudzki i Arur Rzempołuch.
Salto nie powstałoby jednak, gdyby nie udział Macieja Cieślaka, swoistego „ojca chrzestnego” nowego dzieła Oranżady. Maciek był pierwszą osobą, która otrzymała ten materiał i wyraziła o nim zdanie – mówi Robert Derlatka. W trakcie dyskusji padł pomysł, by wyprodukować z tego płytę, zatem to muzyk Ścianki jest na pewno katalizatorem pewnych działań, bo jego postawa od samego początku przełożyła się na moje nastawienie: zacząłem tę zaimprowizowaną sesję traktować już jako przyszły album. Dodatkowo to Maciej Cieślak zaśpiewał (w towarzystwie Mai Laury Jaryczewskiej) i zagrał na pianinie jako gość w jedynym w pełni piosenkowym utworze na płycie - „Idź do chmury”, który świetnie uzupełnia dominujące na Salcie instrumentalne improwizacje całego zespołu.
Warto dodać, że zespół zdecydował się na nietypowy ruch, wybierając do promocji albumu singiel z utworami, których… na Salcie w ogóle nie znajdziemy! Zarówno „Holy Ghost”, jak i „So Much Faces”, wypełniające tę małą płytę, to typowe dla Oranżady rockowe piosenki, jeszcze wyraźniej równoważące instrumentalny charakter albumu. To już podwójne salto w wykonaniu zespołu.
Skład:
Robert Derlatka – gitara basowa
Michał Krysztofiak – gitara elektryczna
Artur Rzempołuch – perkusja
Maciej Łabudzki – syntezatory, spejsy, perkusjonalia
Gościnnie: Maja Laura (wokale), Maciej Cieślak (tekst i wokal, 5)
Tracklista:
1. Początek wszystkiego (5:53)
2. Ostatnie poprawki galaktycznego krawca (3:14)
3. Narodziny planety (3:32)
4. Powolny rozwój, ale nagły rozkwit (7:35)
5. Idź do chmury (feat. Maciej Cieślak) (2:40)
6. Nie wszystko oczywiste (8:32)
7. O.P.S.I.W.M.R. (Odwieczne poszukiwanie sensu istnienia wg malarza Rzempka) (10:32)
Producent/osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo produktu
AUDIO CAVE
Bartosza Głowackiego 56
30-085 Kraków
audiocave@audiocave.pl