
Opis
Zrób mi jakąś krzywdę to obecnie książka kultowa, wciąż czytana, przeżywana i cytowana, a jej nieskrępowany romantyzm i punkrockowy język, po dwunastu latach od premiery, wciąż oczarowują kolejnych czytelników.
Zrób mi jakąś krzywdę to przede wszystkim romans – historia dwudziestopięcioletniego Dawida i piętnastoletniej Kaśki, którzy pewnego letniego dnia wyruszają w szaloną podróż po Polsce. Na swojej drodze spotkają zarówno dresiarzy, jak i bogate emerytki, świadków Jehowy, a także aktorów porno oraz pewnego chorego psychicznie prywatnego detektywa. Podczas tej dziwacznej wyprawy oboje zostaną skonfrontowani z podstawowymi pytaniami o miłość, przyjaźń i dorosłość.
Jakub Żulczyk (1983 r.) – pisarz, felietonista, scenarzysta. Pochodzi z Mazur, studiował w Olsztynie i Krakowie, mieszka i pracuje w Warszawie. Autor powieści: Radio Armageddon, Instytut, Ślepnąc od świateł i Wzgórze Psów oraz współtwórca serialu Belfer. Publikował m.in. w ,,Polityce”, ,,Dzienniku” i ,,Playboyu”.
Zrób mi jakąś krzywdę
"Zrób mi jakąś krzywdę" to intrygująca powieść autorstwa Jakuba Żulczyka, która wciąga czytelnika w mroczny świat ludzkich emocji, relacji i wewnętrznych zmagań. Książka porusza trudne tematy, skłaniając do refleksji nad naturą zła i jego wpływem na życie jednostki.
Dla kogo jest ta książka?
- Miłośnicy literatury pięknej i współczesnej
- Osoby poszukujące głębokich, psychologicznych analiz postaci
- Fani twórczości Jakuba Żulczyka
- Czytelnicy zainteresowani tematyką moralności i etyki
Co zyskasz dzięki tej publikacji?
- Głęboką refleksję: Zastanów się nad naturą zła i jego konsekwencjami w życiu bohaterów.
- Emocjonalne przeżycia: Przeżyj intensywne emocje, które towarzyszą postaciom w ich zmaganiach.
- Wnikliwą analizę: Odkryj złożoność ludzkiej psychiki i relacji międzyludzkich.
- Literacką przyjemność: Ciesz się pięknym językiem i stylowym pisarstwem Żulczyka.
Kluczowe tematy i obszary:
- Relacje międzyludzkie
- Psychologia postaci
- Moralność i etyka
- Emocje i ich wpływ na decyzje
- Walka z wewnętrznymi demonami
O Autorze
Jakub Żulczyk – uznany polski pisarz, scenarzysta i publicysta, znany z odważnych tematów i głębokiej analizy ludzkiej natury. Jego twórczość zdobyła uznanie zarówno w kraju, jak i za granicą, a "Zrób mi jakąś krzywdę" to kolejny dowód na jego literacki talent.
O Wydawcy
Świat Książki – renomowane wydawnictwo, które od lat dostarcza czytelnikom wysokiej jakości literaturę, promując zarówno polskich, jak i zagranicznych autorów. Specjalizuje się w publikacjach z zakresu literatury pięknej oraz literatury faktu.
Producent/osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo produktu
Dressler Dublin sp. z o.o.
Poznańska 91
05-850 Ożarów Mazowiecki
sekretariat@dressler.com.pl
+48 22 733 50 00
Szczegóły
Recenzje
2,0(1)
Masz ten produkt?
Zamieszczenie recenzji nie wymaga logowania. Sklep nie prowadzi weryfikacji, czy autorzy recenzji nabyli lub użytkowali dany produkt.
PRZEROST FORMY I GLORYFIKACJA WULGARYZMU, A JEDNAK CZARUJE
KULTURIADA
O Jakubie Żulczyku i jego twórczości słyszałem sporo – opinie były skrajne: od pełnych zachwytów po zarzuty o przerost formy nad treścią. Niezależnie jednak od tonu wypowiedzi, niemal zawsze podkreślano, że to autor nietuzinkowy, którego książki warto chociaż spróbować. A z racji, że od dawna intrygowała mnie jego postać i historie, które tworzy, wiedziałem, że prędzej czy później sięgnę po którąś z jego książek. A czy może być lepszy punkt startowy niż debiut autora? Otóż to wcale nie takie oczywiste na jakie z pozoru wyglądało. Sięgając po „Zrób mi jakąś krzywdę, czyli wszystkie gry video są o miłości” przygotowałem się na wszystko – spodziewałem się zarówno zachwytu nad stylem autora, jak i odbicia się od niego. Liczyłem się z tym, że historia mnie oczaruje lub kompletnie zniechęci. Spodziewałem się wyraźnych kontrastów, a koniec końców dostałem książkę, o której mogę powiedzieć tyle samo dobrego, co złego, i wciąż nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy jestem na „tak”, czy na „nie”. „Zrób mi jakąś krzywdę” to powieść dziwna, osobliwa, momentami wręcz karykaturalnie pokręcona. Te określenia można traktować zarówno jako komplement, jak i zarzut. Jednocześnie mnie odpychała i fascynowała – bywały chwile, że miałem ochotę zapytać sam siebie, po co właściwie to czytam, a za moment znów czułem się wciągnięty i zaintrygowany. Efekt? Brak jednoznacznej opinii. Jeśli spojrzeć na książkę „na chłodno”, więcej tu minusów niż plusów. Na pierwszy plan wysuwa się przesadna wulgarność języka – niemal na każdej stronie trafia się przekleństwo lub kloaczny opis. Owszem, do pewnego stopnia pasuje to do klimatu opowieści, ale miejscami sprawia wrażenie sztucznego przerysowania, jakby autor za wszelką cenę chciał szokować. Podobnie jest z fabułą – dla wielu może być nieakceptowalna, zbyt dosadna, a nawet odpychająca. Choć nie popieram cenzury, to jednak mogę skrytykować sposób, w jaki ta historia została opowiedziana – momentami wydaje się właśnie przykładem wspomnianego przerostu formy nad treścią. Warto też zauważyć, że książka ta liczy sobie nieco ponad 270 stron, a moim zdaniem mogłaby zadziałać zdecydowanie lepiej jako nowela czy opowiadanie. Historia sprawia wrażenie nienaturalnie wydłużonej. Równie specyficzna jest narracja – czytelnik zanurza się w umyśle bohatera, śledząc jego myśli i skojarzenia. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie mnogość surrealistycznych wizji i dziwacznych, nacechowanych wulgarnością, porównań. Wystarczy otworzyć książkę na losowej stronie, by na takie trafić. Początkowo było to odświeżające, ale po kilkudziesięciu stronach stało się zwyczajnie męczące. Dlaczego więc mimo tylu zastrzeżeń nie uznaję tej książki za tragiczną? I tu tkwi zagadka – sam bowiem nie wiem. Może Żulczyk ma w sobie coś z literackiego iluzjonisty, który skutecznie hipnotyzuje czytelnika jakimś zaklęciem ukrytym pośród zapisanych przez niego stron? Jak to możliwe, że mimo tak dosadnego narzekania nie potrafię powiedzieć tej książce "nie"? Nie uważam tej powieści za wybitną, wręcz przeciwnie – jest przesadzona, momentami obleśna i gloryfikuje rzeczy, które trudno uznać za społecznie akceptowalne – a jednak coś sprawia, że nie odrzucam jej w pełni. Dlatego, paradoksalnie rzecz ujmując, uważam, że najlepiej przekonać się o tym samemu. Ja po lekturze czuję się jednocześnie zmęczony i dziwnie podekscytowany kolejnym spotkaniem z twórczością Jakuba Żulczyka. Czas pokaże, czy ten efekt się utrzyma.
KULTURIADA
(0)13.08.2025 14:41
PRZEROST FORMY I GLORYFIKACJA WULGARYZMU, A JEDNAK CZARUJE
O Jakubie Żulczyku i jego twórczości słyszałem sporo – opinie były skrajne: od pełnych zachwytów po zarzuty o przerost formy nad treścią. Niezależnie jednak od tonu wypowiedzi, niemal zawsze podkreślano, że to autor nietuzinkowy, którego książki warto chociaż spróbować. A z racji, że od dawna intrygowała mnie jego postać i historie, które tworzy, wiedziałem, że prędzej czy później sięgnę po którąś z jego książek. A czy może być lepszy punkt startowy niż debiut autora?
Otóż to wcale nie takie oczywiste na jakie z pozoru wyglądało.
Sięgając po „Zrób mi jakąś krzywdę, czyli wszystkie gry video są o miłości” przygotowałem się na wszystko – spodziewałem się zarówno zachwytu nad stylem autora, jak i odbicia się od niego. Liczyłem się z tym, że historia mnie oczaruje lub kompletnie zniechęci. Spodziewałem się wyraźnych kontrastów, a koniec końców dostałem książkę, o której mogę powiedzieć tyle samo dobrego, co złego, i wciąż nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy jestem na „tak”, czy na „nie”.
„Zrób mi jakąś krzywdę” to powieść dziwna, osobliwa, momentami wręcz karykaturalnie pokręcona. Te określenia można traktować zarówno jako komplement, jak i zarzut. Jednocześnie mnie odpychała i fascynowała – bywały chwile, że miałem ochotę zapytać sam siebie, po co właściwie to czytam, a za moment znów czułem się wciągnięty i zaintrygowany. Efekt? Brak jednoznacznej opinii.
Jeśli spojrzeć na książkę „na chłodno”, więcej tu minusów niż plusów. Na pierwszy plan wysuwa się przesadna wulgarność języka – niemal na każdej stronie trafia się przekleństwo lub kloaczny opis. Owszem, do pewnego stopnia pasuje to do klimatu opowieści, ale miejscami sprawia wrażenie sztucznego przerysowania, jakby autor za wszelką cenę chciał szokować. Podobnie jest z fabułą – dla wielu może być nieakceptowalna, zbyt dosadna, a nawet odpychająca. Choć nie popieram cenzury, to jednak mogę skrytykować sposób, w jaki ta historia została opowiedziana – momentami wydaje się właśnie przykładem wspomnianego przerostu formy nad treścią.
Warto też zauważyć, że książka ta liczy sobie nieco ponad 270 stron, a moim zdaniem mogłaby zadziałać zdecydowanie lepiej jako nowela czy opowiadanie. Historia sprawia wrażenie nienaturalnie wydłużonej. Równie specyficzna jest narracja – czytelnik zanurza się w umyśle bohatera, śledząc jego myśli i skojarzenia. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie mnogość surrealistycznych wizji i dziwacznych, nacechowanych wulgarnością, porównań. Wystarczy otworzyć książkę na losowej stronie, by na takie trafić. Początkowo było to odświeżające, ale po kilkudziesięciu stronach stało się zwyczajnie męczące.
Dlaczego więc mimo tylu zastrzeżeń nie uznaję tej książki za tragiczną? I tu tkwi zagadka – sam bowiem nie wiem. Może Żulczyk ma w sobie coś z literackiego iluzjonisty, który skutecznie hipnotyzuje czytelnika jakimś zaklęciem ukrytym pośród zapisanych przez niego stron? Jak to możliwe, że mimo tak dosadnego narzekania nie potrafię powiedzieć tej książce "nie"? Nie uważam tej powieści za wybitną, wręcz przeciwnie – jest przesadzona, momentami obleśna i gloryfikuje rzeczy, które trudno uznać za społecznie akceptowalne – a jednak coś sprawia, że nie odrzucam jej w pełni.
Dlatego, paradoksalnie rzecz ujmując, uważam, że najlepiej przekonać się o tym samemu. Ja po lekturze czuję się jednocześnie zmęczony i dziwnie podekscytowany kolejnym spotkaniem z twórczością Jakuba Żulczyka. Czas pokaże, czy ten efekt się utrzyma.Recenzja była pomocna?
Nasza cena:25,78 zł
Cena sugerowana przez wydawcę: 34,99 zł
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9+















































