Dostawa 0 zł do sieci księgarń

Bezpłatna wysyłka powyżej 149 zł

Gwarancja zadowolenia z zakupów

Tryb offline

„Wiedźmin. Rozdroże kruków” – recenzja. Niełatwe początki w wiedźmińskim fachu

Geralt z Rivii to doświadczony łowca potworów – zjeździł pół świata, stoczył niezliczone walki, a bestiariusz ma w małym palcu. Przynajmniej takiego wiedźmina znaliśmy do tej pory, bo oto Andrzej Sapkowski postanowił pokazać nam inne oblicze Białego Wilka – nieopierzonego młodzieńca, który dopiero co po raz pierwszy ruszył na trakt. „Wiedźmin. Rozdroże kruków” to prequel historii Geralta, który nie tylko opisuje jego drogę do mistrzostwa miecza, ale też zdradza nieco tajemnic kryjących się w murach Kaer Morhen. Sprawdźcie, czy warto po niego sięgnąć.

„Wiedźmin. Rozdroże kruków” – recenzja. Debiut na wiedźmińskim szlaku

Andrzej Sapkowski doskonale wie, że jego książki nie potrzebują specjalnej promocji – samo nazwisko autora działa na czytelników jak magnes. Jeśli w danym tytule ma pojawić się Geralt, to tym bardziej nie ma o czym mówić – puste półki w księgarniach gwarantowane. Wystarczyło więc, że kilka miesięcy temu pisarz wspomniał mimochodem o zakończeniu prac nad najnowszym tytułem z uniwersum „Wiedźmina”, żeby fani z niecierpliwością wyglądali premiery. Ta nadeszła równie niespodziewanie jak sama zapowiedź, bo dowiedzieliśmy się o niej zaledwie tydzień przed tym, jak książka wylądowała w księgarniach. Niespodzianka, ale za to jaka miła!

Niemal do samego końca nie było również wiadomo, o czym opowie Rozdroże kruków”. Okazało się, że podobnie jak w wydanym ponad dekadę wcześniej „Sezonie burz” Sapkowski zdecydował się opowiedzieć historię zupełnie oddzieloną od sagi i innych opowiadań wiedźmińskich. W moim odczuciu najnowsza książka jest zresztą jeszcze bardziej odseparowana od „głównego nurtu” niż „Sezon…”, bo spotykamy w niej zupełnie innego Białego Wilka niż w pozostałych opowieściach z uniwersum.

Geralt (nawet jeszcze nie „z Rivii”) ma lat ledwie decem et octo (czyli osiemnaście) i doskonale zna wiedźmiński fach… w teorii. Praktyki i obycia bowiem zwyczajnie mu brakuje. Z tego względu młodzieniec szybko pakuje się w tarapaty i w tych właśnie tarapatach zastajemy go na pierwszych stronach powieści. Wówczas na scenę wkracza również Preston Holt – stary, doświadczony wiedźmin o nie do końca czystych intencjach, który odegra ważną rolę w życiu Geralta i zdradzi mu nieco tajemnic z przeszłości Kaer Morhen. Co będzie dalej? Jak to na szlaku – przygoda, moi mili.

Co Cię czeka na rozdrożu?

„Rozdroże kruków” to tytuł o skromnych gabarytach. Niespełna 300-stronicowa książka w miękkiej oprawie na pierwszy rzut oka przypomina wręcz wydanie kieszonkowe, lecz tak naprawdę formatem odpowiada znacznie dłuższemu (a przez to też wizualnie okazalszemu)Sezonowi burz”. W stylu znanym z wcześniejszych tytułów Sapkowskiego utrzymana została również grafika okładkowa.

Mimo że objętość książki nie jest duża, akcji w niej nie brakuje. Opowieść, jak to u Sapkowskiego bywa, płynie niezwykle wartko i nawet trudno zarejestrować, kiedy pochłaniamy stronę za stroną. Czytanie dodatkowo uprzyjemnia i przyspiesza spora czcionka. Wszystko to sprawia, że „Rozdroże kruków” jest powieścią na maksymalnie kilka wieczorów.

Motywem przewodnim książki, zgodnie zresztą z tytułem, jest konieczność dokonywania wyboru, a więc stawania na rozdrożu – niekiedy w przenośni, a czasami całkiem dosłownie. Podejmowane decyzje rzucają Geralta po różnych zakątkach królestwa Kaedwen, stawiają na jego drodze mniej lub bardziej przyjazne postacie, aż wreszcie pozwalają mu dojrzeć.

Zdj_1_1
Zdj_2_1

Wybierz swoją ścieżkę

„Wiedźmin. Rozdroże kruków” jest zarówno początkiem, jak i powrotem. Z jednej strony mamy okazję po ponad dekadzie znowu wejść do wiedźmińskiego świata, a z drugiej dowiadujemy się, kim był Geralt świeżo po zakończeniu nauki w Kaer Morhen – długo przed tym, jak w jego życiu pojawili się Jaskier, Yennefer czy Ciri.

Częstą cechą wszelkich „powrotów po latach” jest granie na nostalgii fanów poprzednich części, co uważam za zdrowe tylko w pewnych ilościach. Na szczęście Sapkowski nie zawiódł i nowej powieści nie można nazwać „fanserwisem”, mimo że nie brakuje w niej kilku mrugnięć okiem do miłośników poprzednich części. We właściwym sobie żartobliwym stylu pisarz przekazuje nam pewne okruszki wiedzy o uniwersum (przykładowo – wreszcie dowiadujemy się, dlaczego każdy koń Geralta ma na imię Płotka), a także odwołuje się do dalszych przygód wiedźmina, czego koronnym przykładem jest walka ze strzygą, zilustrowana zresztą na okładce. Jak zapewne wszyscy dobrze pamiętają, to właśnie opowiadanie o zleceniu na strzygę zapoczątkowało cały wiedźmiński świat.

„Wiedźmin. Rozdroże kruków” – czytać przed sagą czy po?

Aby wyłapać wszystkie smaczki, warto czytać „Rozdroże…” już po zapoznaniu się z opowiadaniami i sagą. Ten prequel to zdecydowanie tytuł dla tych, którzy z prozą Sapkowskiego mieli już kiedyś do czynienia. Warto jednak zaznaczyć, że mimo odwołań do poprzednich tekstów fabuła powieści stoi na własnych nogach.

Podróże Geralta w poszukiwaniu zleceń na potwory, tajemniczy wątek Prestona Holta i jego związków z przeszłością Kaer Morhen, a także tajniki wiedźmińskich mutagenów to główne wątki, które znajdziesz w powieści. Moim ulubionym jest zdecydowanie ten pierwszy – w końcu któż z nas nie lubi dobrej przygodowej opowieści?

20241205_134333

Od szczegółu do ogółu

Na „Rozdroże kruków” składają się 23 krótkie rozdziały, często oddzielone od siebie zmianą miejsca akcji i pewnym upływem czasu, przez co w niektórych momentach odnosiłam wrażenie, że czytam historię złożoną z luźno powiązanych odcinków. Im jednak bliżej do końca, tym bardziej wątki zaczynają się zazębiać, a każda przygoda Geralta nabiera głębszego sensu, by doprowadzić do pełnego refleksji, a tym samym typowego dla wiedźmińskiej serii, zakończenia.

Z tego względu najbardziej ujęły mnie ostatnie rozdziały książki – miejscami było w nich czuć klimat najlepszych opowieści z „Ostatniego życzenia”.

Zdj_3_1

Wtrącę tylko, że świadomie porównuję „Rozdroże kruków” wyłącznie do zbiorów opowiadań czy „Sezonu burz”, bo jest mu do nich zdecydowanie bliżej niż do sagi zarówno w odniesieniu do konstrukcji fabuły, jak i poruszanej tematyki. Brakuje tutaj skomplikowanych intryg politycznych czy działań wojennych, które w sadze niekiedy przytłaczały.

Listy i cytaty

Tym, co moim zdaniem niekorzystnie wpływa na tempo prowadzenia historii, są listy zamieszczone przed zdecydowaną większością rozdziałów. Zabieg ten, wykorzystywany przez Sapkowskiego już w poprzednich książkach, pozwala co prawda ukazać punkt widzenia innych postaci niż Geralt i przemycić nowe informacje, ale w przypadku i tak niewielkiego objętościowo „Rozdroża…” jest nadużywany. Tym bardziej, że listy niestety zwykle nużą, zamiast rzucać nowe światło na losy bohaterów.

Cenię za to inny firmowy manewr AS-a, czyli cytaty z różnych tekstów kultury, które podobnie jak listy zamieszczone zostały przed kolejnymi rozdziałami. Te kilka linijek tekstu nadaje historii klimatu, a przy tym delikatnie nakierowuje, czego możemy się spodziewać w danym fragmencie.

Aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa

Jedną z największych zalet książek z uniwersum „Wiedźmina” jest język, którym Sapkowski posługuje się po mistrzowsku, zgrabnie splatając archaizmy i makaronizmy z językiem potocznym. „Rozdrożu…” pod tym kątem niczego nie brakuje – jak zawsze możemy liczyć na błyskotliwe, soczyste dialogi i dynamiczne, zabarwione humorem opisy.

Przyznam, że w trakcie lektury kilkakrotnie musiałam sięgnąć po słownik, żeby sprawdzić znaczenie niektórych wyrażeń z łaciny lub archaizmów. Była to jednak dodatkowa frajda, w pewnym sensie wręcz językowa zabawa stworzona przez autora dla nas, czytelników. Nieco zbyt nużącym wyzwaniem w tej „grze” okazały się jednak opisy walk. Sapkowski sypie w nich specjalistycznymi nazwami postaw szermierczych dosłownie co krok, przez co trudno skupić się na danym pojedynku i nie sposób go sobie wyobrazić bez podręcznego słowniczka specjalistycznych terminów. Domyślam się jednak, że być może zabieg ten miał nam dać pojęcie o finezji wiedźmińskiej walki, niedostępnej dla zwykłych śmiertelników.

„Wiedźmin. Rozdroże kruków” – recenzja. Czy dasz się porwać na wyprawę?

Podsumowując – „Wiedźmin. Rozdroże kruków” to kawał przyjemnej literatury, w której Sapkowski jak zawsze błyszczy lekkim piórem. Warto sięgnąć po ten tytuł, zwłaszcza jeśli masz za sobą pozostałe opowieści z wiedźmińskiego uniwersum. Żal tylko, że „Rozdroże…” jest takie krótkie, ale miejmy nadzieję, że doczekamy się kolejnych tytułów z Geraltem w roli głównej. W końcu kto wie, jakie niespodzianki mogą nas spotkać na szlaku?

Nasza finalna ocena to 4.5/5

Te artykuły również mogą Ci się spodobać:

podpis_marzena

Komentarze

Zamieszczenie komentarza nie wymaga logowania. Sklep nie prowadzi weryfikacji, czy autorzy komentarza odnoszący się do towarów nabyli lub użytkowali dany produkt.

accessible