Zacznij wpisywać, aby wyszukać post!
Ślepnąc od mroku. Recenzja „Dawno temu w Warszawie” Jakuba Żulczyka
Kiedy w 2014 roku światło dzienne ujrzała książka „Ślepnąc od świateł”, nikt początkowo nie przypuszczał, jak dużą rolę odegra ona w historii polskiej literatury współczesnej. Nominacja do Paszportu Polityki oraz późniejsza serialowa ekranizacja z Kamilem „Safulem” Nożyńskim w roli głównej przypieczętowały pozycję Żulczyka jako jednego z najbardziej znaczących pisarzy ostatnich lat na rodzimym podwórku wydawniczym. Sama książka zdobyła zaś szereg pozytywnych opinii zarówno wśród krytyków, jak i samych czytelników, zafascynowanych nakreśloną na kartach powieści przez Żulczyka wizją Warszawy i jej podziemnym światem.
Jak na jej tle wypada kontynuacja dilerskich przygód Jacka Niteckiego, czyli najnowsza powieść Żulczyka „Dawno temu w Warszawie”? Recenzja, którą dziś przeczytasz, być może rozwieje Twoje pytania.
Światy równoległe. O czym opowiada „Dawno temu w Warszawie”?
Odetchnąć. Zapomnieć o tym, co minęło. Zacząć beztrosko cieszyć się pieniędzmi, które przez lata w mniej lub bardziej legalny sposób były pomnażane na kolejnych kontach. To tylko kilka celów, jakie przyświecały Jackowi Niteckiemu, gdy wyruszał w swoją podróż z biletem w jedną stronę do Ameryki Południowej. Osiąść. Ułożyć sobie życie na nowo.
Jak dalekie od rzeczywistości okazały się te marzenia, gdy gdzieś w Patagonii z letargu wyrwał go telefon jego kilkuletniego bratanka, informujący o śmierci siostry Jacka i jej męża, którzy zostali właśnie zamordowani. Jacek wie, że musi wrócić do Polski i znaleźć zabójcę swoich bliskich. A wraz z tym na nowo wejść do świata, w którym Warszawa pokazuje swoją ponurą, niebezpieczną i nieczystą (w każdym tego słowa znaczeniu) twarz. Sytuację skomplikuje ponowne pojawienie się na jego drodze Daria, który ma względem Jacka obłąkańcze – choć szeroko zakrojone – plany.
Równolegle część rozdziałów koncentruje się na opowieści Paziny, prowadzącej przytułek dla młodzieży LGBT.
Niedające jej spokoju wspomnienia o Jacku i dojmujące poczucie samotności przeplatają się z bieżącymi problemami, którym niechlubnym ukoronowaniem stanie się śmierć jednego z jej podopiecznych. Czy drogi Paziny i Jacka skrzyżują się na nowo? W jaki sposób przeżycia ostatnich lat i miesięcy wpłyną na ich teraźniejszość?
Równie istotną rolę dla rozwoju całej fabuły odgrywają wydarzenia, jakie miały wówczas miejsce zarówno w Polsce, jak i poza nią. Znacząca część akcji toczy się bowiem w 2020 roku, kiedy świat mierzy się z koronawirusem, zamknięci w domach ludzie popadają w coraz większą apatię, recepty na nią zaczynają wypisywać lokalni dilerzy na naprędce wymyślane przez nich specyfiki, a przez Polskę przetacza się fala proaborcyjnych protestów.
Żulczyk odmalował pandemiczny krajobraz z wnikliwością wytrawnego reportażysty, dodając do niego nieco artystycznego kolorytu. W przewijających się przez całą powieść bohaterach uważny czytelnik bez trudu znajdzie więc nawiązania do rzeczywistych postaci ze świata polityki, mediów czy przestrzeni internetowej.
Tyle o samej fabule. Jakie odczucia pozostawia po sobie lektura „Dawno temu w Warszawie”? Czy Żulczyk sprostał pokładanym w niej oczekiwaniom?
Nie bez zastrzeżeń. Co wkurza, a co zachwyca w „Dawno temu w Warszawie”?
Tym, co rzuca się w oczy już po pierwszym zetknięciu z „Dawno temu w Warszawie”, jest jej język. Deliryczny, ponury klimat co rusz przeplata się z groteskowym i boleśnie przyziemnym sposobem opisu rzeczywistości. To paradoksalnie jedna z największych słabości, ale i jeden z atutów tej książki.
Żulczyk umiejętnie oddał bowiem sposób mówienia i myślenia specyficznej, choć niezwykle wpływowej grupy społecznej, balansującej pomiędzy światem przestępczym a celebryckim. To właśnie jej poświęcona jest znaczna część powieści. Pisarz rozkłada w niej na czynniki pierwsze środowisko warszawskich celebrytów i gangsterów, stołecznej policji, osób z półświatka, a nawet uczestników jakże popularnych niestety od dłuższego czasu gal FAME MMA. Brutalnie ordynarna, surowa forma wypowiedzi może razić, może drażnić. Nie można jednak odmówić jej autentyczności.
To właśnie ona w dużej mierze nadaje całej powieści tak charakterystycznego, dusznego klimatu, znanego z pierwszej części książki.
Ambiwalentne uczucia może budzić także sama fabuła, w której poziom epatowania brutalnością i grozą (ocierającą się momentami o slasher) wzrasta wprost proporcjonalnie do rozwoju akcji – zwłaszcza w momentach gdy na scenę raz po raz wkracza Dario.
W całym tym chaosie, pośpiesznym i nieco rozedrganym rozwoju wątków jest jednak metoda – książka po prostu wciąga i intryguje, trzymając czytelnika w niepewności do samego końca. Kto stoi za morderstwem Pauliny i Lucka? Jakie motywacje mają poszczególni bohaterowie? Jak Jacek odnajdzie się w nowej rzeczywistości, wracając po kilku latach z zagranicy? Czy Dario zgodnie ze swoją obłąkańczą obietnicą podpali cały świat, a następnie przejmie władzę nad Warszawą? Odpowiedzi na te pytania, choć uderzająco logiczne, z pewnością dla wielu osób będą zaskoczeniem.
Patryk Vega na sterydach. Albo Tarantino w najlepszej formie
Czy Żulczyk zdał test, a „Dawno temu w Warszawie” spełniło pokładane w nim nadzieje? Przy wszystkich jej niedociągnięciach… zdecydowanie tak! Książka ta to gotowy scenariusz na kolejną część „Ślepnąć” – zwłaszcza biorąc pod uwagę scenopisarskie zacięcie samego autora. W porównaniu do pierwszej części na plus wypada chociażby sposób kreacji postaci, które w wielu momentach nabrały psychologicznej (albo jak w przypadku niektórych – psychotycznej) głębi.
Na uwagę zasługuje także sam sposób ujęcia świata przedstawionego. Nawet pandemiczna Warszawa to wciąż Warszawa przyćpana, opleciona siecią wzajemnych powiązań, pełna zakamarków, do których co wrażliwsi czytelnicy z pewnością nie chcieliby wchodzić. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby podglądać taki świat przez dziurkę od klucza, którą sama powieść niewątpliwie jest.
Żulczyk bawi się formą, puszczając do nas co rusz oko, co rusz łącząc i rozdzielając poszczególne postaci, podobnie jak aktorów na teatralnej scenie, znikających za ciężką kurtyną, aby za chwilę znowu wyjść zza niej w pełnej okazałości. I choć spektakl ten momentami niebezpiecznie zaczyna przypominać kino Patryka Vegi, ostatecznie zostawia czytelnika z poczuciem dobrze zagospodarowanego czasu na – bagatela! – prawie 800 stron książki.
Polecamy – zwłaszcza jeśli szukasz wciągającej, a przy tym nieocierającej się o banał książki z wątkiem gangsterskim w tle lub chcesz poznać lepiej twórczość samego Żulczyka. Lektura „Ślepnąć od świateł” i „Dawno temu w Warszawie” może być tego znakomitym początkiem.
Nasza ocena: 4/5. Przede wszystkim za postać Daria – jednej z najbardziej demonicznych i fascynujących postaci, jaka kiedykolwiek pojawiła się na kartach polskiej literatury.
Sprawdź również inne recenzje na naszym blogu:
Komentarze
Zamieszczenie komentarza nie wymaga logowania. Sklep nie prowadzi weryfikacji, czy autorzy komentarza odnoszący się do towarów nabyli lub użytkowali dany produkt.























