Dostawa 0 zł do sieci księgarń

Bezpłatna wysyłka powyżej 149 zł

Gwarancja zadowolenia z zakupów

Tryb offline

Udany powrót do przeszłości. Recenzja książki „Mikołajek. Ale się uśmialiśmy!” René Goscinnego oraz Jeana-Jacquesa Sempé

Nie będę ukrywać: „Mikołajek” to obok „Harry’ego Pottera” moja ukochana seria z dzieciństwa. Na premierę najnowszej części z serii o rezolutnym chłopcu i bandzie jego przyjaciół (na czele z wiecznie upaćkanym masłem Alcestem) czekałam więc z niecierpliwością. Czy z perspektywy mocno dorosłego już odbiorcy opowiadania Sempé i Goscinnego wciąż zdają egzamin? I czy mają one szansę zawładnąć masową wyobraźnią także współczesnych dzieciaków? Dowiedz się z naszej recenzji książki „Mikołajek. Ale się uśmialiśmy!”.

„Mikołajek. Ale się uśmialiśmy”, czyli właściwie co? Rzut oka na zawartość

Od czasu ukazania się w 2007 roku drugiej części „Nowych przygód Mikołajka” stało się jasne, że to ostatnia z publikacji prezentujących nigdy niewydane dotąd opowiadania i rysunki legendarnego francuskiego duetu Goscinny i Sempé. Nie zmienia to jednak faktu, że o samym „Mikołajku” – zarówno, gdy mowa o historii jego powstania, jak i fenomenie – można opowiadać właściwie bez końca.

Tak też się stało w wypadku najnowszej publikacji spod szyldu „Mikołajka”. „Ale się uśmialiśmy” to zbiór 65 najzabawniejszych opowiadań i rysunków znanych z poprzednich części serii – w tym „Mikołajka”, „Mikołajka i innych chłopaków” czy „Rekreacji Mikołajka”. Całość wzbogacono o przedmowę córki Goscinnego, Annę, oraz szereg ciekawostek, przybliżających historię powstania „Mikołajka”, trudności, z jakimi początkowo musieli mierzyć się jego twórcy, czy ewolucję ilustracji przedstawiających Mikołajka na przestrzeni kilkudziesięciu lat.

11a425e2-3199-4c3d-b7c2-db9ad3328a37

Wszystko to poskutkowało 500-stronicową książką, po którą z powodzeniem mogą sięgnąć zarówno najmłodsi czytelnicy, niezaznajomieni dotąd z przygodami Mikołajka, Rufusa, Gotfryda, Ananiasza, Maksencjusza (i posiadaczy szeregu innych odlotowych imion). Książką, którą mimo swojej jak na literaturę dziecięcą monumentalnej objętości, „połknęłam” w 1 wieczór.

Mikolajek

Słodki urok nostalgii, czyli opowiadania Mikołajka 20 lat później

Powroty do filmów, książek bądź programów telewizyjnych, które namiętnie czytałam lub oglądałam jako dziecko, zazwyczaj nie kończą się dobrze. Nie licząc paru kultowych pozycji (jak wspomniany już „Harry Potter”, bajki Astrid Lindgren czy nieśmiertelna „Awantura o kasę” telewizji Polsat) liczba niedociągnięć, jakie w nich dostrzegam z perspektywy czasu, przewyższa przyjemność płynącą z nostalgicznej rozrywki. Do ponownego sięgnięcia po „Mikołajka” podchodziłam więc z pewną rezerwą.

Już pierwszy rozdział – poświęcony postaci opiekuna niesfornej klasy, Rosoła (który nazywa się tak od ciągłego powtarzania „Spójrzcie mi w oczy” – zupełnie jak w rosole!), uświadomił mi, w jak dużym byłam błędzie. „Ale się uśmialiśmy” to bowiem książka, która – zgodnie z obietnicą w tytule – bawi i wzrusza już od pierwszej strony. Czytając ją, niemal od razu zaczęłam przywoływać z pamięci imiona bohaterów swojego dzieciństwa – Alcesta, Gotfryda, Euzebiusza czy Jadwini – z rozczuleniem stwierdzając, że nadal pamiętam, czym odznaczał się każdy z nich.

Przedstawione historyjki, choć proste – wszak „Mikołajek” to cykl stworzony z myślą o dzieciakach, które okres dojrzewania mają jeszcze przed sobą – zachwycają swoją lekkością i bezpretensjonalnym humorem także osoby dorosłe. 

Charakterystyczny język Mikołajka i jego przyjaciół (na czele z moim ulubionym „No bo co w końcu, kurczę blade”) oraz sama konstrukcja świata przedstawionego to kolejne z niezaprzeczalnych atutów całego cyklu. 

Każde z opowiadań maluje bowiem rzeczywistość, której już nie ma, tworząc mikrokosmos, w którym chłopięce zabawy na szkolnym podwórku urastają do rangi mitu, a problemy, z jakimi mierzą się dorośli, traktowane są z dziecięcą pobłażliwością i swadą. Wszystko to sprawia, że dominującym uczuciem, jakie towarzyszyło mi, kiedy czytałam „Mikołajka”, była oprócz solidnej porcji nostalgii także… czułość.

3e0c8cb4-babc-4f7e-9093-ee12d7aa54b9

„Mikołajek”, czyli nieśmiertelna klasyka literatury dziecięcej

Zanurzenie się w najnowszej książce o Mikołajku szybko przestało być dla mnie wyłącznie obowiązkiem recenzenckim, stając się upragnioną chwilą wytchnienia i radości. Czy w podobny sposób do lektury tej podejdzie najmłodsze pokolenie czytelników? Nie wiem. Rzeczywistość, w jakiej dorastają współczesne dzieciaki, zmieniła się przecież w ciągu ostatnich lat o 180°, a przedstawione w „Mikołajku” historie dla niektórych czytelników mogą trącić nieco myszką. Nie zmienia to jednak faktu, że opowiadania Sempé i Goscinnego do dziś stanowią jedno z największych osiągnięć europejskiej literatury dziecięcej, z którym zdecydowanie warto zapoznać swoją pociechę.

Wiele z przemycanych w „Mikołajku” wartości – na czele z siłą przyjaźni – do dziś przecież nie traci na swojej aktualności. Podobnie jak pochwała dzieciństwa, w którym niczym nieposkromiona ciekawość świata, skłonność do figli i beztroska powinny towarzyszyć nam niemal każdego dnia. 

Ach, chciałoby się mieć znowu 11 lat.

Moja ocena: 5/5 – i to z wykrzyknikiem!

podpis_ola

Komentarze

Zamieszczenie komentarza nie wymaga logowania. Sklep nie prowadzi weryfikacji, czy autorzy komentarza odnoszący się do towarów nabyli lub użytkowali dany produkt.

accessible