Zacznij wpisywać, aby wyszukać post!
Zawsze warto w coś wierzyć. „Cesarstwo potępionych” – recenzja książki Jaya Kristoffa
Cykl dark fantasy „Wampirze cesarstwo” zadebiutował w 2021 roku, jednak ja odkryłam go dopiero kilka miesięcy temu. I bardzo dobrze, bo po tym, jak pochłonęłam jego pierwszą część, na premierę drugiej musiałam czekać tylko parę tygodni. Niecierpliwość była wielka, podobnie jak moje oczekiwania względem „Cesarstwa potępionych”. Czy nowa odsłona przygód Gabriela de Leona i Dior Lachance je spełniła? Sprawdź recenzję, aby się o tym przekonać.
Iskierka nadziei w morzu bezsilności. O czym opowiada „Cesarstwo Potępionych”?
„Wampirze cesarstwo” to seria stworzona przez australijskiego pisarza Jaya Kristoffa, znanego wcześniej m.in. z cykli science fiction „Wojna Lotosowa” i „Aurora”. Przyznam, że kiedy pierwszy raz o niej usłyszałam, przyszło mi do głowy, że to kolejna sztampowa opowieść o krwiopijcach. Przecież w tym temacie widzieliśmyjuż chyba wszystko – tonę powieści młodzieżowych, horrory, romanse, komedie, kryminały, a nawet poezję. Kiedy jednak sięgnęłam po „Wampirze cesarstwo” (jest to zarówno tytuł pierwszej części, jak i całej serii), musiałam przyznać się do błędu. Mimo że Kristoff nie ucieka od pewnych klisz – i często nawet nie próbuje tego robić – udało mu się stworzyć coś naprawdę świeżego.

W serii śledzimy losy Gabriela de Leona, srebroświętego, czyli członka zakonu wojowników powołanych do walki z wampirami. Jak nietrudno się domyślić, nie jest to łatwe zadanie, tym bardziej, że od kilkudziesięciu lat na świecie panuje bezdzień. Promienie słońca ledwie docierają do ziemi, przez co życie obumiera, a istoty nocy mogą atakować niemal o każdej porze.
W pierwszej części Gabriel, zdruzgotany osobistą tragedią i owładnięty żądzą zemsty, dowiaduje się, że (uwaga, spoilery!) kluczem do zakończenia bezdnia jest nastoletnia złodziejka Dior Lachance. Niepozorna dziewczyna okazuje się Świętym Graalem, czyli potomkinią Odkupiciela, syna bożego. „Cesarstwo potępionych” jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z finału „Wampirzego cesarstwa”. Po tym, jak Dior uniknęła złożenia w ofierze na ołtarzu klasztoru San Michon, razem z Gabrielem i innymi sojusznikami szuka nowej ścieżki, która pozwoli jej wypełnić przeznaczenie, a przy tym zachować życie. Dawne trudności bledną jednak w obliczu niebezpieczeństw, jakie czyhają na bohaterów z różnych, czasami najmniej spodziewanych, stron.
O poziom wyżej
Określeniem, które przychodzi mi na myśl o najnowszej odsłonie serii Kristoffa, jest „wzrastanie”. Nie można nie zauważyć bowiem postępu, jaki od pierwszej części zrobili bohaterowie, a także sam pisarz. W „Cesarstwie potępionych” motywacje i wzajemne relacje bohaterów są jeszcze bardziej pogłębione, akcja intensywniejsza, a pomysły fabularne bardziej skomplikowane. Pierwszą część trochę z przekąsem określiłabym połączeniem „Wiedźmina”, „Kodu da Vinci” i gry „The Last of Us”, lecz mimo to miała ona własną tożsamość, w której wszystkie te inspiracje zgrywały się w harmonijną całość.
W „Cesarstwie potępionych” Kristoff zdecydowanie rozwinął skrzydła i dodał fabule znacznie więcej rozmachu i oryginalności. Powieść pozwala nam dowiedzieć się jeszcze więcej o mrocznym uniwersum, ukazuje miejsca, które w pierwszej części znaliśmy tylko z nazwy, a także wprowadza nowych bohaterów będących kimś więcej niż tylko statystami w przygodach Dior i Gabriela. Drugoplanowe postacie mają swoje charaktery i cele; często okazują się też znacznie ważniejsze dla fabuły, niż można było początkowo przypuszczać.
Rozkwit bez słońca
Główni bohaterowie, dobrze nakreśleni w pierwszej odsłonie, w drugiej kwitną. Gabriel zaczyna dopuszczać do siebie myśl, że być może w życiu pozostała mu nie tylko zemsta. Pomaga mu w tym nie tylko relacja z Dior. Więcej na ten temat nie mogę zdradzić – powiem tylko, że ten motyw absolutnie podbił moje serce.
Sama panna Lachance również się rozwija. Drobna złodziejka w przebraniu chłopca dotychczas miała na celu jedynie przeżycie z dnia na dzień, lecz od kiedy odkryła swoje przeznaczenie, zrozumiała, że stać ją na więcej. Dior ma złote serce, a heroizm i brawura są jej drugą naturą, ale nie jest przy tym typową Mary Sue, której zawsze wszystko się udaje. Tej dziewczyny, która w jednej chwili klnie jak szewc i otwiera zamki wytrychami, a w drugiej staje w obliczu niebezpieczeństwa, aby ratować słabszych, po prostu nie da się nie lubić.
Niebezpieczeństwo nie ustaje
Książka stoi również doskonałymi antagonistami. Rodzeństwo przedwiecznych wampirów, Nikita i Lilidh Dyvok, zwani Czarnosercym i Bezserdeczną, budzą ciekawość, lęk i obrzydzenie, podobnie jak ich pomniejsi krwiożerczy sprzymierzeńcy. W cieniach nadal czai się również Fabien Voss, Wiecznotrwały Król, który pragnie dostać Dior w swoje ręce i przy okazji zemścić się na Gabrielu.
W tym miejscu muszę ostrzec, że w „Cesarstwie potępionych” pojawia się więcej przemocy niż w poprzedniej części, lecz z uwagi na przebieg fabuły jest to w pełni uzasadnione. Niezmiennie cenię Jaya Kristoffa za to, że nie epatuje przesadnie okrucieństwem. Brutalność jest nieodłączną częścią wampirzego uniwersum, lecz pojawia się tam, gdzie jest rzeczywiście konieczna, a nie po to, aby szokować.
Piękno relacji
Kolejnym mocnym punktem „Cesarstwa potępionych” są relacje pomiędzy bohaterami. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście więź ojciec-córka pomiędzy Gabrielem i Dior, która w tym tomie zacieśnia się jeszcze bardziej, a jednocześnie zostaje poddana poważnej próbie. Sceny, gdy tych dwoje rozmawia, walczy ramię w ramię lub po prostu robi razem cokolwiek, są rewelacyjnie napisane i naprawdę wiarygodne. Możemy rzeczywiście zobaczyć i zrozumieć, dlaczego tym dwojgu tak bardzo na sobie zależy.
Niezwykle interesująca jest również więź Gabriela z Celene – jego młodszą siostrą, która zginęła przed wielu laty, lecz pod koniec pierwszego tomu niespodziewanie powróciła jako Liathe, wampirzyca obdarzona mroczną magią krwi. W „Cesarstwie...” Celene otrzymuje zresztą sporo swoich rozdziałów, w których obserwujemy wydarzenia jej oczami. Ta zraniona dziewczyna jednocześnie nienawidzi brata za to, co jej się przytrafiło, a z drugiej w głębi serca nadal go kocha, przez co nigdy nie można być pewnym, jak w danym momencie się zachowa. Tym bardziej, że w gruncie rzeczy jest krwiożerczą bestią, którą przy nie-życiu trzyma głównie poczucie misji.
Nie tylko relacje toczące się na pierwszym planie są godne wzmianki. Również bardziej poboczne historie przypadły mi do gustu. Tym bardziej, że zostały zgrabnie wkomponowane w główną oś fabuły, a przy tym były po prostu wiarygodne.


Wiara i nadzieja
Akcja w „Cesarstwie potępionych” to prawdziwy rollercoaster – brakuje tu miejsca na choćby chwilę nudy. Jest to godne podziwu, zważywszy, że książka liczy sobie grubo ponad 800 stron. Kiedy wydaje się, że właśnie nadchodzi jakiś fabularny przestój, nagle historia skręca w zupełnie innym kierunku i zaskakuje nieoczekiwanymi zwrotami. Efektem takiego budowania narracji jest rewelacyjny finał, który mimo znacznej objętości nie wydaje się przegadany czy nadmiernie przeciągnięty. Zaskoczeń i wzruszeń spodziewajcie się dosłownie do ostatniej strony. „Cesarstwo potępionych” budzi apetyt na więcej i jest on równie wielki jak głód krwi dręczący powieściowe wampiry.
„Cesarstwo potępionych” – recenzja. Takiej przygody się nie zapomina
Przeczytałam w życiu wiele serii fantasy – część z nich pamiętam lepiej, inne gorzej, a niektóre zapisały się nie tylko nie tylko we wspomnieniach, ale i w sercu. „Wampirze cesarstwo” zdecydowanie zaliczam do tej ostatniej grupy. Już pierwsza część była świetna, a „Cesarstwo potępionych” podniosło poprzeczkę jeszcze wyżej. Chwile spędzone z tą obszerną, pełną akcji i emocji książką były po prostu niesamowite. I tylko serduszko krwawi, że na kontynuację pewnie trzeba będzie poczekać kolejne kilka lat…
Ocena: 5/5 (i to z wykrzyknikiem!)
„Cesarstwo potępionych” znajdziesz już teraz w Świecie Książki – zarówno w wydaniu tradycyjnym, jak i w formie e-booka.
Przeczytaj również inne recenzje z naszego bloga:
- Emocje na grzbiecie smoka – recenzja „Fourth Wing. Czwarte Skrzydło”
- W mrokach przeszłości i przyszłości. „Czasy, które nadejdą” – recenzja książki Andrzeja Pilipiuka
- Przyjaźń aż po grób. Recenzja „Przyjaciółki” – najnowszej książki B.A. Paris
- Ta historia to horror? Recenzja książki Stephena Kinga „Później”
- Ponadczasowa przygoda. Recenzja „Hobbita” J.R.R. Tolkiena

Komentarze
Zamieszczenie komentarza nie wymaga logowania. Sklep nie prowadzi weryfikacji, czy autorzy komentarza odnoszący się do towarów nabyli lub użytkowali dany produkt.






















