Zacznij wpisywać, aby wyszukać post!
Mrok, brutalność i szkoła zabójców, czyli „Nibynoc” – recenzja książki Jaya Kristoffa
„Nibynoc” Jaya Kristoffa z pewnością nie jest książką dla każdego. Z tego powodu można znaleźć na jej temat niezwykle skrajne opinie. Nie da się jednak zaprzeczyć, że „Nibynoc” to pozycja, która wyróżnia się na tle innych tytułów z gatunku fantasy. O czym opowiada ta powieść? Komu przypadnie do gustu? Czy warto po nią sięgnąć? Przeczytaj recenzję i się przekonaj.
Kroniki Nibynocy – jak to ugryźć?
„Nibynoc” trylogia to seria autorstwa Jaya Kristoffa, która po raz pierwszy została wydana w Polsce w 2023 roku. Pierwszy tom nosi tytuł „Nibynoc”, drugi to „Bożogrobie”, a ostatni „Bezświt”. Książki tworzą ciągłą historię, dlatego kolejność ich czytania ma znaczenie. W 2025 roku wydawnictwo Mag zdecydowało się na wydruk wznowienia w nowej szacie graficznej z barwionymi brzegami. Dzięki temu powieści mają szansę dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Nowe wydanie to gratka nie tylko dla kolekcjonerów, ale i dla tych, którzy wcześniej nie mieli okazji zapoznać się z tą mroczną trylogią.
Historia Mii Corvere – co zgotował bohaterce autor?
Główna bohaterka książki „Nibynoc” od początku nie ma życia jak z bajki. Mia Corvere jako dziecko ogląda egzekucję swojego ojca rebelianta, a później traci matkę (i kota). Odtąd musi sobie radzić sama i nie dać się złapać. Dziewczyna ma jednak niezwykły dar: potrafi rozmawiać z cieniami. Dzięki temu trafia ona pod dach i skrzydła emerytowanego zabójcy.
W wieku szesnastu lat Mia ma już wstępną wiedzę oraz umiejętności, dzięki którym jest gotowa, aby kontynuować naukę w Czerwonym Kościele, czyli szkole dla najbardziej niebezpiecznych zabójców. Nie ma tutaj miejsca na potknięcia, ponieważ mogą być one tragiczne w skutkach i… zdecydowanie nie dostaje się drugich szans.
Intrygująca od pierwszej strony
Kiedy rozpoczęłam lekturę książki Jaya Kristoffa, w pierwszej kolejności moim oczom ukazały się ciekawe dedykacja oraz motto, a zaraz potem wstęp, który w niezwykle bezpośredni sposób informował o tym, że powieść nie owija niczego w bawełnę i niczego nie łagodzi, tylko zawiera wiele naturalistycznych opisów oraz brutalności. Równocześnie chociaż narrator nie mówi, kim jest, stawia się w roli kronikarza wydarzeń, które miały miejsce w przeszłości i nazywa siebie „waszym narratorem”. Cały wstęp jest enigmatyczny i intrygujący.
Później robi się już tylko lepiej, a po przeczytaniu pierwszych stu stron książkę trudno jest odłożyć. Przyznam, że bardzo lubię motywy fantastycznych szkół, w których bohaterowie uczą się umiejętności z nietypowych dziedzin. Dlatego dowiadując się o szkole zabójców nazywanej Czerwonym Kościołem, zaświeciły mi się oczy. Poza nauką walki młodzi adepci zgłębiają tu także tajniki tworzenia trucizn i antidotów czy ćwiczą kradzieże, a nawet uwodzenie. Co jest najciekawsze? Jeden błąd i mogą zginąć, a jedyne, co dostaną, to cicha msza na swoją cześć oraz anonimowy grób.
„To miejsce wiele daje, ale zabiera jeszcze więcej. Sprawią, że z zewnątrz stanie się piękna, ale w środku będą próbować stworzyć potwora. Jeśli więc istnieje jakaś cząstka, która jest dla niej naprawdę ważna, to niech Mia Corvere trzyma ją blisko siebie. Niech trzyma ją mocno. Powinna zadać sobie pytanie, co jest gotowa oddać, żeby dostać to, czego chce. A co chce zatrzymać. Bo kiedy karmimy Paszczę ofiarą, oddajemy też cząstkę siebie. Wkrótce nie pozostaje już nic do oddania”.
Tym, co ma największy wpływ na wyjątkowość powieści, jest jej brutalność i bezpośredniość. Spodoba się więc ona osobom, które chętnie czytają o krwi, walkach oraz dotkliwych ranach. Śmierć nie jest tu w żaden sposób tabuizowana, a dla nauczycieli Czerwonego Kościoła stanowi ona nieodłączny element nauki. W końcu nie każdy może zostać namaszczony na Ostrze.
Warto wspomnieć, że wydawca nie informuje o minimalnym wieku czytelników. Z tego powodu zdziwiły mnie pojawiające się tu sceny erotyczne. Na szczęście zostały one napisane w dobry sposób, dlatego nie psują odbioru całej książki, a wręcz podgrzewają atmosferę. Zdecydowanie nie jest to jednak książka dla bardzo młodych osób.

Bohaterowie z krwi, kości i cienia
Kolejnym mocnym elementem powieści Jaya Kristoffa są jej bohaterowie. Z pewnością żaden z nich nie jest tylko biały czy czarny. Okazuje się, że nawet wśród zabójców można znaleźć zarówno złych, jak i dobrych ludzi. Niektórzy z nich noszą również maski, pod którymi skrywają swoje prawdziwe oblicza. Nikomu nie można też do końca ufać. W końcu każdy z nich szkoli się do tego, aby wbijać nóż w plecy albo opróżniać cudze kieszenie.
Bardzo podoba mi się sama główna bohaterka. Autor nie zrobił z niej najlepszej we wszystkim nieziemskiej piękności. Wygląd Mii Corvere nie zapiera oddechu – ma ona raczej przeciętną urodę. Jeśli chodzi o jej zdolności, w jednych dziedzinach radzi sobie lepiej niż w innych. Wszystko to sprawia, że jest ona wiarygodna, a podążanie za nią ciekawe.
Jedną z bardziej fascynujących postaci jest tutaj Pan Życzliwy, czyli bohater stworzony z cieni, przyjmujący formę kota. Towarzyszy on Mii od dzieciństwa, a w połączeniu z jej darem potrafi wysysać z niej strach. Dzięki temu dziewczyna jest w stanie radzić sobie ze swoją trudną przeszłością i funkcjonować na co dzień. Ponadto przyjaciel często przyjmuje rolę sumienia, które próbuje dojść do głosu w wielu sytuacjach.
Cięty język waszego narratora
Tym, co zasługuje na szczególne wyróżnienie, są także przypisy fabularne, czyli mrugnięcie oka do czytelników. Nie znajdziesz tu typowych odnośników do innych dzieł lub adnotacji do tłumaczeń. Zamiast tego „wasz narrator” komentuje rozgrywające się wydarzenia czy wypowiedzi bohaterów, dopowiada bardziej rozbudowaną historię lub uchyla rąbka tajemnicy odnośnie tego, jak wyglądały dalsze losy. Nie brakuje przy tym ironii czy sarkazmu, co daje niezmiernie zabawny efekt i sprawia, że wręcz czeka się na kolejny przypis. Uważam to za świetny sposób na dodanie czegoś ciekawego do fabuły, co przyciąga uwagę czytelników.
Nowe wspaniałe wydanie
Mówiąc o „Nibynocy”, nie sposób nie wspomnieć o nowym przepięknym wydaniu. Wpisuje się ono w niezwykle ciekawy trend polegający na wznawianiu książek sprzed kilku lat. Towarzyszy temu odświeżona szata graficzna, inna okładka i bardzo często… ilustrowane brzegi. Dzięki temu książki często zyskują drugie życie, przyciągając nowych czytelników.
„Nibynoc” tom 1 został utrzymany w spójnej czarno-białej kolorystyce z czerwonymi akcentami. Podobnie wygląda to na pięknych brzegach, na których można znaleźć również motywy gwiazd i eleganckie ozdobniki. Całość prezentuje się naprawdę wyjątkowo, dzięki czemu może się stać ozdobą Twojej biblioteczki.


„Nibynoc” wciąga naprawdę
„Nibynoc” stanowiła moje pierwsze spotkanie z piórem Jaya Kristoffa, dlatego nie wiedziałam, czego się spodziewać. Z pewnością nie przypuszczałam jednak, że książka ta wciągnie mnie od samego początku i pozostawi z uczuciem niedosytu. Znalazłam w niej bowiem nieszablonowych bohaterów, wciągającą fabułę i niespodziewane zwroty akcji, a także zabawę z przypisami. A wszystko to podane w przepięknym wydaniu, które zajmie honorowe miejsce na półce mojej biblioteczki. Tymczasem muszę kończyć recenzję „Nibynocy” i zaopatrzyć się w dwa kolejne tomy, żeby jak najszybciej poznać dalsze losy Mii Corvere. A Tobie polecam zamówić pierwszą część w Świecie Książki (i najlepiej od razu całą trylogię)!
Ocena: 5/5
Przeczytaj również inne recenzje z naszego bloga:
- Zawsze warto w coś wierzyć. „Cesarstwo potępionych” – recenzja książki Jaya Kristoffa
- Emocje na grzbiecie smoka – recenzja „Fourth Wing. Czwarte Skrzydło”
- W mrokach przeszłości i przyszłości. „Czasy, które nadejdą” – recenzja książki Andrzeja Pilipiuka
- Ta historia to horror? Recenzja książki Stephena Kinga „Później”
- Ponadczasowa przygoda. Recenzja „Hobbita” J.R.R. Tolkiena

Komentarze
Zamieszczenie komentarza nie wymaga logowania. Sklep nie prowadzi weryfikacji, czy autorzy komentarza odnoszący się do towarów nabyli lub użytkowali dany produkt.





















